Zespół Activision za sprawą swoich studiów – Infinity Ward i Treyarch, sprawił nam w tym roku przynajmniej dwie niespodzianki. Pierwszą są horrendalne wręcz wyniki finansowe „czwórki” na światowym rynku gier (10 milionów sprzedanych kopii!), a drugą jest rychłe ogłoszenie premiery Call of Duty: World At War na zbliżającą się jesień. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że piąta część serii, tuż po ultranowoczesnej Modern Warfare, ponownie będzie czerpać z koszyka p.t. „II wojna światowa”.
Podryw kontrolowany – czyli romans „czwórki” z „piątką”
To nie jest jednak tak, że World At War zupełnie odstawia swoją poprzedniczkę w tyle. Ba! Twórcy gry oficjalnie przyznali się do tego, że piąta część serii będzie korzystać z silnika, na którym opierała się opiewana przez fanów FPSów „czwórka”. Co więcej, engine ten został ponoć ulepszony tak przez Treyarch, jak i przez autorów tego oprogramowania, czyli Infinity Ward. Można zatem wnioskować, że będzie przynajmniej tak dobrze, jak w Modern Warfare, a może nawet i lepiej, zważywszy na to, że gra ma ukazać się na konsole nowej generacji (XBOX 360, PS3, Wii) w tym samym tempie, co na PeCeta (dodatkowo Treyarch zapewnia, że na ten ostatni sprzęt, gra zostanie opatrzona w najwyższej rozdzielczości tekstury i dopieszczoną do maksimum grafikę. Czyżbyśmy zatem mieli przewagę nad konsolowcami? Mamy, ale o tym dowiecie się w dalszej lekturze).
W dwa lata po Pacyfiku i Europie
Charakterystyczną cechą serii Call of Duty, był zawsze podział na kampanie. Tym razem ta tradycja również się nie zmienia i dzieli się na dualistyczny podział teatru działań na Pacyfik oraz Europę. Jako, że Treyarch pracuje nad grą już dwa lata, można się spodziewać, że zarówno wycieczka nad wyspy Pacyfiku w roli amerykańskiego Marine, jak i podróż do Berlina w skórze rosyjskiego piechura zapewnią nam sporo emocji. A będzie na co zwrócić uwagę, bowiem CoD, pierwszy raz wkracza w tereny wysp Pacyfiku, na co do tej pory pozwolili sobie z dobrym skutkiem tylko tacy giganci, jak Medal of Honor, czy Battlefield.
Miałeś kiedyś fajkę… w oku?
Po fenomenalnej wręcz „czwórce” można się spodziewać dwóch scenariuszy: albo kolejna część będzie gorsza od poprzedniczki, albo ją przeskoczy, co jest celem studia Treyarch. Patrząc na trailery, wydaje mi się, że ta druga opcja jest jednak do zrobienia. Pokazana tam rozgrywka jest bardzo dynamiczna i okraszona sosem krwistej brutalności, tak charakterystycznej dla tamtego teatru działań.
Wystarczy choćby spojrzeć na pierwszą nieinteraktywną wstawkę w grze, która wprowadza nas w wątek fabularny. Siedzimy sobie w typowo japońskiej słomianej chatce, obok nas drugi jeniec, który spluwa na twarz swojemu oprawcy. W tym momencie reprezentant Cesarstwa wyciąga papierosa i jak gdyby nigdy nic, gasi go w oku naszego kolegi. Myślicie, że to już wszystko? Absolutnie! Po tym, dowódca wroga podcina gardło bohaterskiemu Marine i kieruje się do nas… Jednakże w tym momencie następuje odsiecz i niczym Rambo wykorzystujemy sytuacje, pokazując panu ze skośnymi oczami, jak ładnie wygląda jego głowa z dwoma kulkami (i niekoniecznie będą to jego oczy).
Bij, zabij i patrz pod nogi
Chociaż z pierwszym Japończykiem może i poszło złudnie łatwo, to później już nie będzie tak różowo. A to z uwagi na udoskonalone AI wroga, które ma za zadanie realizować koncepcję specyficznego rodzaju walki na Pacyfiku.
Przy pomocy konsultantów (takich jak np. emerytowany podpułkownik US Army Hank Keirsey) udało się stworzyć charakterystyczny dla Japończyków styl obrony i atakowania. Oprócz tego, że będziemy musieli rozglądać się po całej okolicy w poszukiwaniu wroga (przeciwnicy mogą kryć się na drzewach, leżeć w trawie, udając nieżywych, czy maskować się w polu), naszym zadaniem będzie również unikanie wszelkiego rodzaju pułapek, jak np. wiszący drewniany bal, który mógłby spokojnie nabić 4 Marines, lub dołki z zaostrzonymi bambusami. Uważacie, że to już za dużo? Spokojnie, podobnież Japończycy mają również myśleć taktycznie.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której Wasz kolega został wypuszczony na szpicę i nagle dostaje kulką w nogę, efektownie upadając na ziemię. Zastanawiacie się, dlaczego nie otrzymał kulturalnego headshota, a zamiast tego leży i zwija się z bólu, wołając o pomoc. W chwili, gdy Wy się zastanawiacie, Wasi towarzysze biegną mu pomóc i… zostają rozstrzelani przez kilku innych schowanych snajperów. Jak się okazało, ranny w nogę Marine, automatycznie stał się przynętą. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Co tam Panie w polityce?
O brutalności piątej części Call of Duty już raczej nie trzeba wspominać, bowiem przykład z zarżniętym Marine mówi sam za siebie, aż strach myśleć, co będzie gdy wcielimy się w rosyjskiego piechura, który przemierza ostatnie dni wojny w drodze do Berlina (swoją drogą ciekawe, czy będziemy mieli okazję wyzwalać Polskę spod okupacji. O tym jeszcze nic nie wiadomo).
Zatrzymajmy się jednak chwilę przy nowościach, jakie oferuje World At War. A będzie tego trochę. Urozmaicone zostaną na pewno możliwości interakcji z otoczeniem. Programiści oddali do naszej dyspozycji możliwość pływania i nurkowania w wodach Pacyfiku, czym zająć się ma ulepszony system fizyczny, który nawiasem mówiąc będzie również wpływał na kierunek wiatru, co będzie miało istotne znaczenie przy wykorzystaniu miotacza ognia.
Kolejną nowością będzie walka na bagnety. To ciekawe, ale w sumie do tej pory nie mieliśmy okazji spróbować tego procederu w żadnej z pecetowych części Call of Duty.
Jak już wspominałem, interakcja z otoczeniem ma stać na wysokim poziomie. Podobno dane nam będzie niszczyć poszczególne obiekty i roślinność, a także np. wrzucić granata przez luk czołgu, smażąc tym samym japońską zupę w metalowej puszce.
Bagnet na broń!
Skoro o granatach mowa, zajmijmy się przez moment uzbrojeniem, jakie będzie na nas czekać w piątej części CoD. Tutaj twórcy oczywiście nie dali ciała i zafundowali nam prawdziwie smakowy arsenał. I tak mamy do dyspozycji na przykład miotacz ognia, którym będziemy mogli urozmaicić naszą wojenną taktykę. Jak już mówiłem, wiatr będzie tutaj odgrywał kluczowe znaczenie, bowiem możemy na przykład podpalić pewną część zboża, w którym potencjalnie kryje się wróg i oczekiwać aż matka natura podpali kolejne obszary otoczenia, a my z dobrej kryjówki będziemy strzelać do Japończyków jak (uwaga! Będzie [nie]politycznie) do kaczek.
Pozostając jeszcze w obrębie żywiołu ognia, pozwolę sobie wspomnieć, iż w grze dostępne będą również koktajle Mołotowa, czy czołgi ogniowe. Zresztą te ostatnie będą należeć do sporej ilości pojazdów, które mają znaleźć się w grze.
Dzięki temu, że misje mają być bardzo urozmaicone, będziemy mieli okazję na przykład zawitać na pokładzie słynnego samolotu-amfibii PBY Catalina, biorąc udział w misji ratunkowej. Przy okazji warto wspomnieć, że do stworzenia tej misji wykorzystano technikę Motion Capture, która wymagała użycia pełnowymiarowej rekonstrukcji kadłuba tego samolotu. Mała rzecz, a cieszy.
Razem na śmierć.
Pojazdy zresztą, to jeden z elementów, które powinny sprawić, że multiplayer w tej części pobije na łeb, na szyję tryb sieciowy z Modern Warfare. Przyznacie chyba, że najbardziej w czwórce brakowało Wam właśnie pojazdów. Teraz będzie okazja wykorzystać zdobycze techniki, zasiadając za sterami takich cudeniek, jak np. samoloty czy amfibie. Warto do tego zestawu dołożyć system perków i zdobywania doświadczenia, które osiągnęły taką popularność za czasów poprzedniczki. Czy to nie wspaniały zestaw na dobry multiplayer? A to jeszcze nie wszystko, bo do całej tej mieszanki dochodzi jeszcze jeden bardzo istotny i zupełnie innowacyjny składnik – tryb cooperative.
Niektóre z misji pojedynczego gracza, będą nam pozwalały na grę z innym towarzyszem, oczywiście przy skalowalnym poziomie trudności. Na PC zapewne będzie to rozwiązane przy pomocy połączenia przez Internet. Jeśli chodzi jednak o konsole, tutaj najprawdopodobniej będzie trzeba się zadowolić tzw. Split-screenem, czyli dzielonym obrazem. Mimo wszystko będzie jednak emocjonująco i wreszcie tryb Single Player, nie będzie tylko pojedynczą dawką emocji, ale wielokrotnie intensywnym przeżyciem.
Na samym początku zapowiedzi wspomniałem, że wersja PeCetowa będzie miała przewagę nad wersją konsolową. Dlaczego? Bowiem ze względu na oferowane przez komputer możliwości, do naszej dyspozycji zostaną oddane obszerniejsze mapy obsługujące 24 osoby na jednym serwerze. W dodatku z oczywistych względów, firma Treyarch zobowiązała się do wydania oprogramowania, które ma zwiększyć aktywność moderów na scenie. Jak to mówią, gra graczami swymi żyje.
O technice słów kilka.
Myślę, że żaden z fanów serii nie boi się o grafikę w piątej części CoD. Ja powiem tylko tyle, że jeśli graliście w poprzednie części serii, tutaj nic Was raczej pod tym względem nie zaskoczy. HUD ma być identycznie rozłożony, ścieżka dźwiękowa będzie stać jak zwykle na najwyższym poziomie (jednoczesna praca 96! i więcej kanałów dźwiękowych), a na konsolce Wii skorzystamy ze specjalnego kontrolera zwanego Wiilotem, który posłuży nam za kolbę od karabinu. Ciekawą tylko kwestią wydaje się być to, iż „piątka” nie będzie korzystać z dobrodziejstw technologii DirectX 10, mimo tego, że występuje pod banderą Microsoftu: „Games for Windows”. Myślę jednak, że programiści wiedzą, co robią.
Byle do jesieni.
Czy Call of Duty World at War pobije swoje poprzedniczki? Jeśli brać pod uwagę słowa twórców, iż „piątka” ma zredefiniować gatunek wojennych FPSów, to można się spodziewać naprawdę wielkiej gry. Odpowiedź na postawione w tym akapicie pytanie, właściwie nadejdzie dopiero z chwilą premiery, która ma nastąpić jesienią tego roku, a znając życie stanie się to tuż na gwiazdkę, kiedy gry najlepiej schodzą. Na koniec tej zapowiedzi, chciałbym przytoczyć cytat z Marka Lamia – szefa studia Treyarch - „Będzie ciężko i ostro. Jak zwykle”. Amen.
Komentarze użytkowników
Średnia ocena użytkownika
(0 głos)
Pokaż 10 z 10 komentarzy
1.
30-09-2008 18:49
Mod
Patrząc na listę perków sądzę, że to raczej będzie CoD4 z innymi skinami, całość będzie jakimś tylko modem do CoD4.
nie no koles z 3 komenta zOwnował xD te gry nie beda mialy nic wspolnego poza silnikiem (ktory jest zmodyfikowany i lepszy niz w 4), nazwa (pomijamy numerek i te dodatkowe słówka) oraz tym ze sa to gry FPS... a to jest nic ;P CoD5 jeśli wierzyć zapowiedziom będzie świetny i ja mam nadzieję że tak będzie
a co do kolegi z komentarza - od czego są map i mod makerzy? xD naucz sie robic mapy i mody i zrob misje jak polacy zdobywaja Monte Cassino i będziesz zadowolony